Mogę być ofiarą losu lub poszukiwaczem przygód wyruszającym po skarb. Wszystko zależy od tego, jak będę postrzegała własne życie..
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą domek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą domek. Pokaż wszystkie posty

11 sierpnia 2010

moje wielkie wiejskie zycie

tak wiec w końcu się przeniosłam..masakra..ja mieszczuch , nie wpadłam na to ze wieś to całkiem inny styl myślenia i będę musiała się uczyć życia na nowo..najpierw w głowie mi się nie mieściło że nie można znaleźć przez 3 miesiące mieszkania do wynajęcia , potem długo do mojego rozumku dochodziło ze to co można wynająć na wsi daleko odbiega standardem od tego co mamy do wyboru w mieście...dla mnie miastowej było to ciężkie zderzenie z realnością, w końcu po długich " nie ma " , " nie znajdzie pani " " tu u sonsiuda ktoś mieszkal"pukaniami do okien w gminie , dotarliśmy do domku który pozwolił przenieść resztę naszego życiowego dorobku.

Zaczęliśmy remont, który ciągnął się miesiąc, po kosztach ,no bo nikomu tu nie zależało na wyglądzie a nam szkoda na rok - dwa za dużo inwestować własnych pieniążków.... wyremontowaliśmy domek......zabraliśmy się do Gdyni - spakowaliśmy Stara z przyczepą z pomocą znajomych rodziców zajęło nam to 2 dni i ruszyliśmy w podroż na drugi koniec Polski....550 km...9 godzin jazdy według normy nam zabrało 16 gdyz musielismy pilnowac ciezarowki zeby sie nie pogubila w bocznych drozkach...w koncu jestesmy, spokoj cisza naokoło tylko szum wiatru i strumyka...chyba było warto.


i tak zaczęło się moje wielkie wiejskie życie....

18 czerwca 2010

Moj domek cz.2

Czas mi przecieka przez palce, wszystko ' jak to zwykle bywa ' - tak mnie poinformowali przyjaciele, z budowa się przesuwa. W gminie coś marudzą i każą czekać , twierdzą że w połowie lipca będzie można lać...ciekawe...tak wiec stoimy w miejscu , a moja frustracja osiąga zenitu. Szperam po blogach,  szukam inspiracji... Dzisiaj się trochę ponakręcam i pewnie obejrzę mój ulubiony film lepiej poźno niż poźniej, pozachwycam się trochę wnętrzami, podniosę poziom adrenaliny,  że jeszcze nic w swoim domku nie mogę robić i pójdę spać...czy też to macie bo ja czasem się zastanawiam czy nie mam ADHD albo jakiejś innej choroby:D 1000 pomysłów na minutę , 0 cierpliwości , ciągle przeskakuję z tematu na temat...może to nadchodzące lato?




Wracając do domku. projekt zakupiliśmy w firmie Mgprojekt  . Miałam problem z podjęciem decyzji, kandydatów było wielu, ale wymagania w gminie dotyczące warunków zabudowy są ostre, wiec wszystkie odpadły w przedbiegach. Został ten. Nazywa się Nowoczesny i na tym zostanie, reszta ulegnie całkowitej zmianie, gdyż w domy,  które  stawia się w tamtym rejonie muszą przypominać wiejskie chaty...dlaczego wiec wybrałam ten? Ponieważ jako jeden z niewielu miał odpowiedni spadek dachu i w miarę rozsądne rozplanowanie środka. A tak będzie wyglądał. Później zamieszczę resztę rysunków po zmianach ale muszę je jeszcze doprowadzić do formy ostatecznej bo ciągle  coś innego wymyślam.


A tak wyglądają oryginalne plany. Ze spiżarni rezygnuję, z garażu też. W prawej części będzie sypialnia z garderobą i łazienką gospodarzy. Garaż będzie w budynku obok razem z kotłownią , gdyż warunki zabudowy nakazują posiadanie 2 budynków na terenie działki. Z czasem zamierzam dobudować oranżerię i w niej zrobić pracownię..zobaczymy.
Pietro zostaje w zasadzie bez zmian. Pokoje bliźniacze z garderobami dla synów a po przeciwnej stronie małe przestawienie ścian. Narysuję pokażę)
Tak wiec zbieram się do przeróbek i poszukiwania materiałów. Trzymajcie kciuki. Zobaczymy jak mi wyjdzie to przeobrażenie z nowego na stary:D

26 lutego 2010

Mój domek cz 1

Znacie to, kolejna nieprzespana noc, 1 w nocy leżysz myślisz a może ściana tu a nie szafki to w białym kolorze, 2 mija - szturasz męża łokciem" mam , wiem , nowy pomysł , nie spij , musisz to zobaczyć"...odpalam kompa, wklepuję nową aranżację w program projektowy...nie to nie tak ..i znowu z wypiekami kładę się do łóżka, ...jutro na świeżo pomyśle, przewracam się na bok...w końcu zasnęłam...i tak co wieczór albo prawie. Małżonek prawie osiwiał,  dzieci patrzą na mnie jak na psychicznie chorą...a ja nie mogę wypaść z tego obłędu...tak tak obłędu tak mnie to pochłonęło...domek domus domulek .Już niedługo...w sumie to na wszystko mam jeszcze czas, ale już poprzestawiałam ściany, okna , urządziłam sypialnię, na razie pokoje dziecinne pozostają w planie dalszym. W sumie to panowie sami sobie chcą co nie co zmajstrować...
 
U teściowej leżą stare drzwi.. .misiuuu - pewnego dnia przjeżdzając przez piękna małopolską wieś,  ryknęłam do ogłupiałego ze strachu małżonka... te drzwi takie muszą być widziałeś??? widziałeś - i koniec kropka... darłam się przez pół drogi, mijając coraz to inna chatkę. Nie mieliśmy jeszcze projektu ale już wiedziałam, że w moim domu zamieszkają takie drzwi , na pewno jedne , a jak da się upchać i więcej...takie stare, starusieńkie co w tych bielonych wapnem chałupkach stoją ( albo je nieświadomi ich urody właściciele wyrzucają na śmietnik), pięknie,  rzeźbione...zakochałam się i do dzisiaj nie mogę wyjść z podziwu nad ich urodą ...a teraz już czekają u teściów w stodole..huraaa będę co miała latem robić :D...dużo pracy mnie będą kosztować..ale już oczyma wyobraźni widzę je w sypialni. Będą błękitne, przecierane pachnące drewnem i duchem czasu.


 Na razie wiem jedno już za tydzień wylewamy fundamenty...wielki krok do przodu...ale mam problem ...jak ustawić domek...czy trochę w prawo czy może bliżej rzeki albo pola?...w sobotę chyba pojedziemy - uhm znowu podroż na drugi koniec Polski) strasznie lubię te wyjazdy no i nasz psiurek tez już się cieszy. Nie wiem czemu w taka euforie wprawiają mnie wyjazdy, kanapki w aucie kawa z BP...ale na ten temat innym razem..

Tak więc za tydzień jak napisałam lejemy... Już coś , jakiś krok do przodu a może inaczej- realna podstawa , wymiar mojego domku, zaistnieje na mapie. Do czerwca mamy w planach stan zamknięty...ale to jeszcze długa droga...mam nadzieje ze damy radę :D


Na przedsmak mojej przygody z moim domulkiem na wsi zamieszczam wam zdjęcia mojej rzeczki , która będzie sobie szumiała koło domku, uhm mój psiur włóczęga już ja ochrzcił i z lubością urządza sobie sam wycieczki do rzeczki latem...a taki to był domowy burek ani nosa za drzwi bez pani nie wychylił...wystarczył jeden wyjazd i z rodowego rasowca zrobił się wsiurek powsinoga i psa nie ma . Po chwili wraca mokry,  szczęśliwy:D no i tak zostało, wyjeżdża na wieś i zapomina o swojej pani.


 

                        Tu na tym polu będzie nasz domek ( tam gdzie napis ale go słabo widać:(), jeszcze trzeba trochę uporządkować:) ale już jest zaorane . Domek wyrośnie tu miedzy drzewami. Już nie  mogę się doczekać bajecznych widoków z okien salonu. Najbardziej się ciesze z tego powodu , że ani z przodu ani z tyłu nie będzie widać innych domów. Tu właśnie będę mieszkać !!!  Naokoło drzewa , rzeka, pola,  cisza i spokój. Własny ogródek a w nim szpalery róż , marchew i pietruszka z własnej grządki..ale się rozmarzyłam...ja rasowy mieszczuch znad morza uciekam w góry pod Ojców...




Wiem że to śmiesznie brzmi, ciągle pisze mój, moja, moje ale nawet nie zdajecie sobie sprawy że całe życie na to czekałam, ciągle marzyłam i nigdy nie liczyłam że mi się marzenia spełnią. Podchodzę do tego jak do projektu życia. Pewnie same to przechodziłyście, bezsenne noce ukierunkowanie tylko na jeden temat...ale po latach atrakcji od mojego byłego męża należy się nam wszystkim spokój i normalne życie...trzymajcie kciuki...