Mogę być ofiarą losu lub poszukiwaczem przygód wyruszającym po skarb. Wszystko zależy od tego, jak będę postrzegała własne życie..

18 kwietnia 2011

Wielkanoc i moje boje z wiankami



nawet się nie spodziewałam iż w tym roku na Wielkanoc będę miała pełne ręce roboty i to nie związane z gotowaniem i sprzątaniem. 
Na zdjęciach moje utrapienie -  kilka przykładów, owe utrapienia znalazły  już swoje domki.
     Była to pierwsza w moim życiu przygoda z wiankami na tak duzą skalę ,przygotowałam ich około 20 na dzień dzisiejszy  ( jak dla mnie to prawie hurtownia).

 Sa niezwykle proste do robienia, spróbujcie same swoich sil , wystarczy zacząć a potem już samo idzie. Na podkłady wykorzystywałam  kawałki styropianu , owijałam je gazetą , potem rafią a reszta co mi przyszło do głowy ( można wykorzystać na podkład  gałązki, stare kartony i formować je w wianki).

 Wszystkie elementy przyklejałam pistoletem z klejem na gorąco - najlepszy mój zakup w tym roku ( używam do wszystkiego , wykładziny meble i wszystko co tylko można przykleić:)


Z tym żółtozielonym akcentem życzę Wszystkim Wesołych Świat Wielkanocnych:)


18 marca 2011

Potrzebna pomoc

Zapewne wiele z Was słyszało. Kto może niech sie przyłączy!!!
Wpłat należy dokonywać na konto Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Lutowiskach.
Nr. konta 85 8621 0007 2001 0005 2445 0005
Z dopiskiem "Pomoc dla pogorzelca z Chmiela"

FOR JAPAN WITH LOVE

15 marca 2011

wiosna wiosna ach to ty

     Obudziłam się z zimowego letargu ...zawsze tak jest , brak słońca, zieleni jakoś tak na mnie działa że usypiają u mnie wszelkie chęci życiowe. Teraz będzie pora nadrobić zaległości, choć wraz z nadejściem wiosny nadeszło sporo obowiązków...ale chwilkę wygospodaruję aby dać znak o tym co się wokół mnie dzieje.

 Na początek pochwalę się moimi samoróbkami,

Poduczyłam się zimą trochę decoupage ,

Miałam małe zlecenie na wieńce na 1 listopada ( to malutki urywek tego co zrobiłam;)

 i dzięki Tulce popróbowałam robić wianuszki:)
Co przyniesie następny dzień i co chwycę w swoje ręce zobaczymy...Na razie pozdrawiam Was Wszystkich serdecznie Mau z Wysokiego Wzgórza:P

10 października 2010

poznajcie Bąbla


Nie mam kiedy pisać, ale wyrzuty sumienia z powodu zaniedbania nie dawały mi spokoju wiec postanowiłam pokazać jedną z kilku przyczyn mojej niebytności na blogu..małego złodzieja dodatkowego wolnego czasu, pogromcę ogródka i reszty domowników, naczelnego śmieciarza i brudasa w okolicy...proszę poznajcie Bąbla.


Był na pierwszy rzut oka niegroźny gdy zawitał do naszego domku w lipcu, mała kulka śpiąca  w miejscach nietypowych i celowo nie na legowisku przygotowanym przez Panią.

Nikt nie przeczuwał tego co nasz czeka...


Bąbel rósł sobie szybciutko , okupując co najdziwniejsze miejsca do spania
 ( pod zlewem ,toaletą , lodówką)  i przyjmując najbardziej akrobatyczne pozycje...



Podporządkował sobie wszystkich domowników łącznie ze staruszkiem Nusem, nie pomijając jego kostek i ogona. Na poskromienie łobuza nie starcza nam sil i pomysłów bo i tak nas wywiedzie w pole...




Tak wiec Bąbelek znosi do domku wszelkiego rodzaju brudy jakie uda się wyszperać, najbardziej lubi szturm na łóżko i poranne powitanie z góry na dół po twarzy mokrym jęzorem,...spróbujcie się schować tak was dopadnie..


Lada dzień będzie obchodził 5 miesięcy a  do brojenia wciąż pierwszy....

Teraz już wiem czemu moja bratowa nie chce mnie odwiedzić =D.


A tak na poważnie wniósł w nasz dom niesamowitą ilość radości i szczęścia, wszyscy są zakochani w nowym łobuzie i zapewne nie ostatnim w naszej już sporej rodzinie

24 sierpnia 2010

Sezon ogórkowy czas zacząć


Korzystając i asymilując się z moim nowym stylem życia:P oraz podążając za potrzebą swojskiego jedzenia wybrałam się na targ. Na targu, jak wiadomo kuszą nas kolorowe owoce i warzywa . Ich masa aż się wylewa ze stoisk w nasze ręce, krzycząc kup mnie,  kup mnie. Do mnie najbardziej darły się ogórki...więc nie namyślając się długo zapakowałam wielka siatę i powiodłam je na stracenie do domu. W domu najpierw zafundowałam im kąpiel w wannie, tak dla zmyłki,żeby nie posądzano mnie o znęcanie się nad warzywami, gdy te błogo pluskały się w wodzie,  ja cichcem przygotowałam noże, deski, słoiki i usiadłam na słoneczku z całym tym arsenałem...to dla zmyły żeby myślały ze następna będzie porcja solarium :P....jakże było ich zdziwienie jak najpierw zostały rozebrane do naga, a potem sprawnie wypestkowane i upchane do słoika...po szybkim zamknięciu zaniosłam je do spiżarki, żeby zmniejszyć poczucie winy jak je będę mijać w kuchni, a tak naprawdę, żeby ich nie zjeść przed zimą:..

Tak wiec dla mnie sezon ogórkowy się zaczął. Podaję wam przepis mojej teściowej na zalewę do pikli i innego kształtu ogórków jak wam się tylko zamarzy.
Zalewa jest kwaśno słodka idealna...spróbujcie

8 szk wody
1,5 szklanki octu
2/3 szklanki cukru
1/3 szklanki soli
8 listków laurowych
po ząbku czosnku do każdego słoika
2 ziela angielskie na słoik
łyżeczka gorczycy

Wszystko razem zagotować i gotować 10 min. Słoiki powinny być tej samej wielkości łatwiej się będzie pasteryzowało.  Zalewać ułożone ogórki w słoikach gorącym płynem, mocno zakręcić pasteryzować z 5 min. Ustawiać na zakrętce aż wystygną.

Ja do tej zalewy robię 5 wersji ogórków:

- szatkowane cieniutko jak na mizerię
- półcentymetrowe plastry
- duże drylowane z pestek i krojone wzdłuż w paski
- malutkie bez skórki w całości
- krojone w grube plastry a potem na ćwiartki

Smacznego!

11 sierpnia 2010

moje wielkie wiejskie zycie

tak wiec w końcu się przeniosłam..masakra..ja mieszczuch , nie wpadłam na to ze wieś to całkiem inny styl myślenia i będę musiała się uczyć życia na nowo..najpierw w głowie mi się nie mieściło że nie można znaleźć przez 3 miesiące mieszkania do wynajęcia , potem długo do mojego rozumku dochodziło ze to co można wynająć na wsi daleko odbiega standardem od tego co mamy do wyboru w mieście...dla mnie miastowej było to ciężkie zderzenie z realnością, w końcu po długich " nie ma " , " nie znajdzie pani " " tu u sonsiuda ktoś mieszkal"pukaniami do okien w gminie , dotarliśmy do domku który pozwolił przenieść resztę naszego życiowego dorobku.

Zaczęliśmy remont, który ciągnął się miesiąc, po kosztach ,no bo nikomu tu nie zależało na wyglądzie a nam szkoda na rok - dwa za dużo inwestować własnych pieniążków.... wyremontowaliśmy domek......zabraliśmy się do Gdyni - spakowaliśmy Stara z przyczepą z pomocą znajomych rodziców zajęło nam to 2 dni i ruszyliśmy w podroż na drugi koniec Polski....550 km...9 godzin jazdy według normy nam zabrało 16 gdyz musielismy pilnowac ciezarowki zeby sie nie pogubila w bocznych drozkach...w koncu jestesmy, spokoj cisza naokoło tylko szum wiatru i strumyka...chyba było warto.


i tak zaczęło się moje wielkie wiejskie życie....

18 czerwca 2010

Moj domek cz.2

Czas mi przecieka przez palce, wszystko ' jak to zwykle bywa ' - tak mnie poinformowali przyjaciele, z budowa się przesuwa. W gminie coś marudzą i każą czekać , twierdzą że w połowie lipca będzie można lać...ciekawe...tak wiec stoimy w miejscu , a moja frustracja osiąga zenitu. Szperam po blogach,  szukam inspiracji... Dzisiaj się trochę ponakręcam i pewnie obejrzę mój ulubiony film lepiej poźno niż poźniej, pozachwycam się trochę wnętrzami, podniosę poziom adrenaliny,  że jeszcze nic w swoim domku nie mogę robić i pójdę spać...czy też to macie bo ja czasem się zastanawiam czy nie mam ADHD albo jakiejś innej choroby:D 1000 pomysłów na minutę , 0 cierpliwości , ciągle przeskakuję z tematu na temat...może to nadchodzące lato?




Wracając do domku. projekt zakupiliśmy w firmie Mgprojekt  . Miałam problem z podjęciem decyzji, kandydatów było wielu, ale wymagania w gminie dotyczące warunków zabudowy są ostre, wiec wszystkie odpadły w przedbiegach. Został ten. Nazywa się Nowoczesny i na tym zostanie, reszta ulegnie całkowitej zmianie, gdyż w domy,  które  stawia się w tamtym rejonie muszą przypominać wiejskie chaty...dlaczego wiec wybrałam ten? Ponieważ jako jeden z niewielu miał odpowiedni spadek dachu i w miarę rozsądne rozplanowanie środka. A tak będzie wyglądał. Później zamieszczę resztę rysunków po zmianach ale muszę je jeszcze doprowadzić do formy ostatecznej bo ciągle  coś innego wymyślam.


A tak wyglądają oryginalne plany. Ze spiżarni rezygnuję, z garażu też. W prawej części będzie sypialnia z garderobą i łazienką gospodarzy. Garaż będzie w budynku obok razem z kotłownią , gdyż warunki zabudowy nakazują posiadanie 2 budynków na terenie działki. Z czasem zamierzam dobudować oranżerię i w niej zrobić pracownię..zobaczymy.
Pietro zostaje w zasadzie bez zmian. Pokoje bliźniacze z garderobami dla synów a po przeciwnej stronie małe przestawienie ścian. Narysuję pokażę)
Tak wiec zbieram się do przeróbek i poszukiwania materiałów. Trzymajcie kciuki. Zobaczymy jak mi wyjdzie to przeobrażenie z nowego na stary:D

18 maja 2010

Sielskie Klimaty

Dawno nie pisałam, nadmiar obowiązków lekko mnie przytłoczył , więc z poczucia przyzwoitości pokażę Wam chociaż coś, co strasznie mi sie podoba...czyli cierpię na nieuleczalną miłość do wiejskich, pobielanych wapnem,  niebieskich chatynek, drewnianych domków krytych gontem...
... nie mogę obok żadnej przejechać bez okrzyku entuzjazmu...tu wklejam kilka zdjęć, które udało mi się zrobić w zeszłe wakacje z okien samochodu...moim cichym marzeniem jest posiadanie jednej z nich na pracownie plastyczną...

Kto wie, może marzenia sie spełnią...

Nasza przygoda powoli sie zaczyna, niestety plany z wylaniem fundamentów troche się przesunęły  , gdyż z powodow logistycznych nie moglismy sie wybrac w krakowskie...czas plynie jednak nieubłaganie...

i TA chwila wreszcie nadchodzi, za 10 dni się wyprowadzamy, niestety na razie jeszcze coś będziemy sobie musieli wynająć....ale będąc na miejscu cała nasza przygoda nabierze realnych wymiarów...


Będę się starała prowadzić kronikę fotograficzną i umieszczać na bieżąco zdjęcia z całego przedsięwzięcia...na początek wklejam wam kilka ...
Co wolność zrobiła z mojego miejskiego oswojonego synka i psa:D

12 kwietnia 2010

chałkowanie metoda na leczenie depresji?


Przesilenie depresja wiosenna..każdy ma swoje określenie..ja się po prostu tej wiosny się poddałam..nie wyściubiłam nosa z domu , i tak mi jakoś błogo upływały dni...zagłuszałam to wszystko jedzeniem..tak pochłaniałam olbrzymie ilości wypieków, testowałam przepisy , popadłam w wir wytwarzania ciast ciasteczek , goniłam całą rodzinę do pomocy w ich tworzeniu...mąż już jak wchodziłam do kuchni zaczynał chyłkiem  się z niej wymykać, dzieci chowały się w pokojach...- nie bo znowu nas zagoni do pracy,...-znowu będę coś musiał mieszać , ubijać...aż do dzisiaj.....dzień jak zwykle zaczął się szaro, chmury, deszcz od rana i ten wiatr od morza...niby nic ale strasznie przenikliwy... niechętnie się zwlekliśmy rano z łóżek ...ja standardowo owczym truchtem pobiegłam po śniadaniu do kompa..a po podglądam sobie blogi,  zobaczę czy coś nowego naskrobano...tak trafiłam na przepis Liski na chałkęTu...w sumie to poszukiwania zaczęłam od drożdżówek no bo drożdże w lodówce się marnują..rodzinka standardowo ukryła się po kątach , rączki wykręcili w dwie lewe....
ale nic ja w swoim zaślepieniu i z chęcią ratowania drożdży szperałam, szperałam i znalazłam...jest ... będzie chałka..Liskowa chałka , mąż popatrzył na mnie spod byka i zaczął powoli schodzić do kuchni...wiedział co go  czeka...tak wiec odpaliłam miski, łyżki i brytfanki i w moim wiosennym przebudzeniu powstała chałka..z przepisu tego..zmodernizowana z kruszonka z brązowego cukru na oko , 80 g masła i 60 g maki..pychota...dodam ze blaszki zniknęły w 2 godziny..a wieczorem zgodnym ogonkiem rodzinka stanęła i zapytała ..mamo nie zrobisz nam chałki na poniedziałek?....